www.AtmaJoga.pl
Strona główna Modlitwy Techniki Artykuły Kursy Polecam Kontakt



 
Marek Białach  19-08-2009

Jak przekroczyć lęk przed zmianami

Każdy z nas ma marzenia, większe lub mniejsze. Niektórzy tylko żyją marzeniami, i to ich jakoś trzyma przy "życiu" przypominającym wegetację. Tylko czemu tylko nielicznym udaje się zrealizować te największe? Czyżby niesprawiedliwy Bóg obdarzył ich szczególnymi łaskami? Gdy się przyjrzymy dokładniej ludziom, którzy nie żyją tak jak by chcieli, to okazuje się, że oni po prostu boją się zmian. Ale za tym lękiem przed zmianami może kryć się mnóstwo różnych pomniejszych lęków i przekonań nasyconych emocjami.

Za lękiem przed zmianami często kryje się lęk przed nieznanym, który bazuje na przekonaniu, że życie w obecnej sytuacji, z tymi problemami jest dla nas bezpieczniejsze czy korzystniejsze od czegoś nowego co jest nieznane, bo to co nieznane jest obarczone ryzykiem, że będzie gorsze niż obecna sytuacja. Przekonanie o ryzyku jest tym większe im więcej razy nam się coś pogorszyło w życiu. Podświadomie wciąż to pamiętamy i bronimy się przed powtórką sabotując zmiany. Powstałe przekonanie, że zmiana oznacza pogorszenie sytuacji jest silniejsze od najbardziej logicznych i rzeczowych argumentów, że warto podjąć działania, aby zmienić obecną sytuację, nawet jeśli powoduje tylko pasmo bólu i cierpienia. Nieważne, że nie można już znieść sytuacji w jakiej jest się, np. żona alkoholika bita przez niego. Iluzja bezpieczeństwa stworzona na lęku, że się pogorszy, że będzie gorzej bierze górę nad zdrowym rozsądkiem. Taka osoba może mieć też lęk, że nie poradzi sobie sama, chociaż to ona go utrzymuje i matkuje mu, a on jest tylko kulą u nogi. Jest to skrajny przykład, ale powszechne jest np. kurczowe trzymanie się pracy za głodową, ale "pewną" pensję.

Kolejnym sabotażystą zmian często jest lęk, że nie poradzimy sobie, że nie sprostamy w nowej sytuacji. Zwykle bazuje to na przekonaniu, że "nie jestem dość dobry", aby coś zrobić czy osiągnąć. Powoduje to brak chęci do spróbowania i stagnację. Przekonanie to powstaje często w wyniku toksycznego wychowania rodziców, którzy mogli nam wmawiać, że jesteśmy głupi, do niczego, albo że niczego nie osiągniemy, itd.. Także osobiste porażki skutecznie podcinają naszą wiarę w powodzenie kolejnego przedsięwzięcia, aż w końcu lęk, że się nie uda, dosłownie paraliżuje podjęcie działań już na etapie pojawienia się pomysłu.

Osoby, które kiedyś zostały wyśmiane lub upokorzone, gdy zrobiły coś, co w mniemaniu innych było złe, będą miały silny lęk przed kompromitacją i wyśmianiem. Z powodu lęku przed powtórzeniem takiej niemiłej sytuacji będą sabotowały wszystko, co mogłoby zmusić je do wyjścia ze "strefy bezpieczeństwa" nic nie robienia. Takie wyśmiewanie nas i upokorzenia, gdy zrobiliśmy coś źle odbijają silne piętno w psychice i kodują lęk przed popełnieniem błędu i dążenie do perfekcjonizmu. Nie pokażemy światu siebie i swojego dzieła dopóki nie będzie ono idealne. Powoduje to odwlekanie w nieskończoność, gdyż poprzeczka jest postawiona zbyt wysoko z powodu przekonania, że "nic nie potrafię", "jestem beznadziejny", "jestem do niczego".

Często spotykany jest lęk przed reakcją bliskich i otoczenia na upragnioną przez nas zmianę. Otoczenie może reagować nieakceptacją i złością na nasze sukcesy, gdy będziemy czuli się winni, że nam zaczyna się lepiej powodzić od innych albo że nie cierpimy razem z nimi. A szczególnie, gdy łatwo i szybko osiągamy sukcesy, bez ciężkiej pracy, wysiłku i wyrzeczeń, inaczej niż "wszyscy". Za wyłamanie się z powszechnych schematów grozi kara potępienia poprzez odrzucenie i ataki, jeśli nie będziemy czuli się w porządku z nowymi pozytywnymi zmianami w naszym życiu. Ludzie tak reagują, bo czują się zagrożeni, gdy widzą, że ktoś zaczyna żyć inaczej niż oni, bo to podważa ich system wartości i wierzeń. To, na czym zbudowali całe swoje życie okazuje się, że nie musi być prawdziwe, skoro ktoś zaczyna żyć inaczej, łatwiej, lepiej, bo udało mu się to zmienić.
Także poczuciem niezasługiwania możemy prowokować otoczenie do nieprzychylnych nam reakcji.

Możemy też bać się zazdrości i zawiści innych ludzi. Wtedy warto przyjrzeć się, czy my sami nie zazdrościmy u innych różnych rzeczy. Nasza zazdrość o to, co mają inni będzie prowokowała otoczenie do takiej samej reakcji na nasze sukcesy. Dlatego uwolnienie się od zazdrości, a w jej miejsce szczera życzliwość wobec innych i przyjazne nastawienie do wszystkich ludzi jest kluczem do tego, aby otoczenie akceptowało zachodzące w naszym życiu zmiany na lepsze. To, co życzymy innym zawsze wróci do nas zwielokrotnione.
Zazdrość i zawiść wywołuje także poczucie braku w nas i tym samym przyciąganie braku tego.

Bardzo silny może być lęk, że ludzie będą nas wykorzystywać, gdy zacznie nam się dobrze powodzić, więc lepiej nic nie mieć, aby nikt niczego nie chciał od nas. Za tym stoi poczucie odpowiedzialności za problemy innych ludzi i poczucie winy za odmawianie komuś pomocy. Tylko, że ci potrzebujący pomocy, biedne ofiary są świetnymi manipulatorami litością. I tak podatne na to osoby stają się ofiarami ofiar tworząc coraz bardziej błędne koło braku. Trwała poprawa nastąpi tylko wtedy, gdy weźmiemy odpowiedzialność za siebie i zaczniemy zmieniać siebie, swoje intencje i wyobrażenia, a nie zbawiać świat. Najlepszą i najskuteczniejszą formą pomocy innym jest skuteczna pomoc sobie, będąca przykładem dla innych, że jest to możliwe. To jest niesamowita inspiracja i motywacja dla ludzi otwartych.

U ludzi zamkniętych natychmiast pojawi się przebiegły lęk przed utratą "przywilejów" i "korzyści" z obecnej sytuacji. Ofiara jest ofiarą, bo tak naprawdę nie chce niczego zrobić, aby dokonać zmian w swoim życiu i oczekuje, aby to inni się zmienili i dali jej. Święcie wierzy, że świat jest zły i niebezpieczny, co jest źródłem jej cierpień. Jest przekonana, że jak nie wzbudzi w kimś poczucia winy swoim cierpieniem to niczego nie dostanie. Podświadomie robi wszystko, aby udowodnić prawdziwość swoich wyobrażeń, aby mieć usprawiedliwienie dla takiego sposobu na życie. Jest to Syndrom wtórnych korzyści z problemów.

Często ludzie chorują, bo chcą chorować, bo mają z tego jakąś korzyść. Wreszcie można z czystym sumieniem odpocząć od ciężkiej pracy będąc na zwolnieniu. Coroczne masowe zachorowania na grypę są tego świetnym przykładem. Albo rodzina się nimi zajmuje i dzięki temu nie są samotni. Albo zawsze mają temat do rozmowy, no bo o czym by rozmawiali bez tych bóli, dolegliwości i garści drogich pigułek, które muszą łykać codziennie.
Silne przyzwyczajenie i uzależnienie emocjonalne i mentalne do obecnej sytuacji i otoczenia może skutecznie blokować uwolnienie się od problemu. Takie osoby są sparaliżowane przez niemożność wyobrażenie sobie, że można (cały czas) żyć inaczej lepiej i przyjemniej, i bez problemów, manipulacji i wykorzystywania innych.

U kobiet, które chcą schudnąć i czuć się atrakcyjnymi powszechnie występuje lęk, że nie będę czuła się bezpieczna i szanowana. Taka wizja bycia atrakcyjną dla mężczyzn może budzić podświadome przerażenie z powodu lęku przed wykorzystaniem seksualnym, a otyłość nie wzbudza pożądania, nawet u męża, do którego po pewnym czasie często czują niechęć. To tylko jeden z przykładów przyczyny niepowodzeń w trwałym schudnięciu. Bez czucia się bezpiecznie ze swoją kobiecością i seksualnością nie ma szans na to.

Są też ludzie, którzy naprawdę starają się poprawić jakość swojego życia, ale na drodze tych zmian świat jakby ciągle rzucał im kłody pod nogi. Jednak to oni sami przyciągają takie sytuacje, aby zasabotować sobie zmiany. Przyczyną tego może być poczucie zagrożenia, które by pojawiło się, gdyby nastąpiła oczekiwana zmiana, np. lęk, że okradną mnie, gdy będę bogaty. Większość ludzi nie lubi się bać, więc podświadomie nie dopuszczą do sytuacji, w której czuliby się zagrożeni ponad poziom, który tolerują.

Nasze działania w kierunku osiągnięcia sukcesu może paraliżować lęk przed stratą tego, co osiągniemy. Za tym często kryje się przekonanie, że "szczęście nie może trwać wiecznie", więc po co się wysilać, aby coś zmienić. Może temu towarzyszyć też stłumiony żal i ból z powodu straty czegoś w przeszłości, który wywołuje lęk przed powtórką tego. Przyczyną tego mogło być niezasługiwanie na szczęście, pomyślność, dostatek oraz poczucie winy, gdy mi lepiej się powodzi od "wszystkich".

Powszechnym bodźcem gaszącym zapał do wprowadzenia zmian jest lęk, że będę musiał dużo pracować, wysilać się, aby coś zmienić i osiągnąć sukces. Taki lęk zwykle bierze się z obserwacji życia rodziców i otoczenia, które koduje przekonanie, że trzeba ciężko pracować, aby cokolwiek osiągnąć. Później jest ono potwierdzane własnymi doświadczeniami w dorosłym życiu. Także zaszczepione powszechne przekonanie, że ciężka praca uszlachetnia też nie sprzyja znalezieniu lekkiej, przyjemnej i dobrze płatnej pracy.

Bardzo silnym czynnikiem sabotującym zmiany są konflikty materialno-religijne. Wiadomo, Bóg wynagradza biednych, a cierpiący dostąpią zbawienia. Lecz to nie pieniądze stają na drodze do Boga, lecz przywiązanie do nich. Ono powoduje, że służymy "mamonie" a nie Bogu, nawet jeśli nie mamy ani grosza przy sobie, bo jesteśmy wtedy uzależnieni od braku ich. Bezwysiłkowe zarabianie i swobodne wydawanie ich, bez zachłanności na posiadanie i bez lęków, że zabraknie powoduje, że jesteśmy wolni emocjonalnie od pieniędzy i możemy łatwo żyć zgodnie z sercem i kochać, a to jest najlepsza metoda zbliżenia się do Boga.

Niemożliwością jest otworzyć się na szczęście, miłość i dostatek, tu i teraz, i jednocześnie być zachłannym na cierpienie z nadzieją na zbawienie i "wieczne szczęście" po śmierci. Ten konflikt będzie sabotował każdą trwałą zmianę powodującą poprawę samopoczucia. I tu dochodzimy dlaczego tak naprawdę tyle razy nam się pogorszyło czy też nie wyszły świetne pomysły. To jest chyba najtrudniejszy konflikt do uwolnienia, gdyż wymaga podważenia dogmatów religijnych, którymi byliśmy karmieni od urodzenia i pójścia własną drogą przeciwną jedynie słusznej wyznaczonej przez autorytety.

I teraz dochodzimy do sedna sprawy, którym jest lęk przed odpowiedzialnością, za siebie i swoje życie. Lęk ten wynika głównie z nieświadomości praw kreacji. Można je w skrócie opisać, że to co nas spotyka w życiu jest doskonałym odzwierciedleniem naszych intencji i wyobrażeń, tych świadomych i nieświadomych zapisanych w naszej podświadomej części umysłu. A tym, co to wszystko cementuje są nasze emocje. Im silniejsze, tym bardziej trwały beton mentalny tworzą z naszymi przekonaniami, który przesłania nam rzeczywistość i sprawia wrażenie, że jest to niemożliwe, aby zmienić. Z tego nasuwa się prosty wniosek. Ażeby nastąpiła upragniona zmiana w naszym życiu i otoczeniu, to najpierw musimy zmienić siebie. To może budzić przerażenie, gdy przyjrzymy się naszemu życiu pełnemu cierpienia i nieszczęść, albo niedowierzanie, no bo jak sam to sobie wykreowałem od narodzin? Jednak nikt nie rodzi się czystą kartą, gdyż ma już zapisany program na życie w postaci intencji, ale temat obciążeń z poprzednich wcieleń to oddzielna sprawa. Porządki trzeba zacząć od obecnego życia, od teraz. Niezależnie od tego jak bardzo nędzne byłoby nasze życie, można to zmienić. Skoro sobie to wykreowaliśmy nieświadomie, to możemy teraz świadomie zacząć kreować coś innego, odpowiadającego nam. Dla umysłu nie ma znaczenia czy tworzymy sobie cierpienie czy szczęście. Posłusznie wykonuje nasze polecenia, którymi są nasze myśli.

Pierwszym krokiem do wzięcia odpowiedzialności za siebie i swoje życie jest zaakceptowanie tego faktu i zaprzestanie obwiniania innych ludzi, Boga i czynników zewnętrznych za to, co nas spotyka złego. Obwiniając innych dajemy im władzę nad sobą i stajemy się ich niewolnikami. Należy im przebaczyć wszystko, o co mamy do nich żale i pretensje. Staje się to łatwiejsze i dzieje często samoistnie, gdy uświadomimy sobie, jakie mieliśmy intencje i przekonania, gdy zostaliśmy skrzywdzeni.

Następnie czeka nas systematyczna praca nad uwalnianiem się od toksycznych emocji i oczyszczaniem własnej podświadomości z błędnych przekonań. Jednak, aby całkowicie uwolnić się od danego przekonania należy uwolnić się od wszystkich traum i emocji, które towarzyszyły przy powstaniu tego przekonania. Dopóki nie uwolnimy się od wszystkich emocji związanych z sytuacjami, przez które powstało jakieś przekonanie, to ono nie odpuści całkowicie i będzie kreowało nasze życie. Gdy nam się to uda, wtedy stajemy się wolni i odzyskujemy wolną wolę, dzięki czemu możemy zmienić swoje intencje dokonując nowego świadomego wyboru, a za tą zmianą samoistnie i bez naszego wysiłku i walki zajdą zmiany na zewnątrz nas. To jest kluczem do trwałych pozytywnych zmian. Biorąc odpowiedzialność za siebie dajemy sobie możliwość i moc do uwolnienia się od tego, co sabotuje wymarzone zmiany.

Skoro wszystko zależy od nas, to warto wybrać szczęście, zdrowie i pomyślność. Ten wybór musi być TERAZ, a nie w nieokreślonej przyszłości czy pod jakimś warunkiem. Za tym pójdzie właściwe działanie, które przyniesie sukcesy. Przy kreowaniu sobie upragnionego życia należy jednak pamiętać o bardzo ważnej rzeczy. Bóg dał każdemu wolną wolę, ale nasza wolna wola kończy się tam, gdzie zaczyna się ingerencja w wolną wolę innych. Każda manipulacja innymi i nieuczciwość zemści się na nas wcześniej czy później. Po śmierci będzie kolejne wcielenie i taka dusza wybierze sobie takie życie, którym ukarze się za to. A dusze ludzi prawomyślnych poczują się godne wybrać dobre warunki życia.

Coraz bardziej propagowane pozytywne myślenie to PODSTAWA do pozytywnych zmian, ale musi jemu towarzyszyć oczyszczanie podświadomości i uwalnianie się od toksycznych emocji, aby nasze myślenie i zachowania nie stały się tylko wyuczoną sztuczną grą pozorów. Poza tym podświadomy program zawsze wygra ze świadomymi dążeniami, jeśli są one z nim sprzeczne. Samo pozytywne myślenie to zwykle za mało, aby przeprogramować podświadomość. Szczególnie u ludzi wychowanych w polskiej kulturze i warunkach społecznych. Tutaj trzeba sięgnąć do znacznie silniejszych i szybszych technik stworzonych specjalnie do tego celu.


© Copyright: Marek Białach



wersja do druku do góry

 

Projekt i wykonanie strony: Darek Rusin