www.AtmaJoga.pl
Strona główna Modlitwy Techniki Artykuły Kursy Polecam Kontakt



 
Kamila Jakimowicz, Marek Białach  01-03-2008

EFT a upadek świadomości

Uwaga: Ten artykuł zakłada, że posiadasz praktyczną znajomość metody EFT.

Od kiedy sięgam pamięcią byłam osobą zalęknioną. Po urodzeniu dzieci moje lęki nasiliły się, zaczęły prześladować mnie silnie w kwestii bezpieczeństwa moich dzieci.

Po raz kolejny poświęciłam sesję EFT na opukiwanie bieżących zdarzeń, które wywołują u mnie te lęki. Sesja była prowadzona przez Skype, a dotyczyła ona wydarzenia z poprzedniego dnia, kiedy to moja córka Julia krzyknęła coś do mnie, a ja znowu pomyślałam, że mój syn, który się kąpał, utopił się. Wiem, że to kompletnie irracjonalne i mój świadomy umysł też o tym wie, lecz podświadomość nie jest logiczna i trudno jest jej przyjąć do wiadomości dedukcje mojego umysłu. Po ostatniej sesji EFT moja reakcja na takie wydarzenie wyraźnie zmniejszyła się, nie był to atak lękowy, a jedynie silna negatywna myśl, którą zaraz wyłapał świadomy umysł. Czułam, że osiągnęłam duży postęp, ale wiedziałam również, że sprawa nie jest do końca rozwiązana.

Weszłam w emocje wczorajszego wydarzenia i masując Wrażliwy Punkt powtarzałam Ustawienie:

Pomimo, że poczułam lęk, że Kuba utopił się, kiedy usłyszałam krzyk Juli, to... (głęboko i całkowicie kocham i akceptuję siebie.)

Poczułam, jak ze splotu schodzą resztki lęku przed śmiercią moich dzieci. Pojawiło się natomiast przekonanie, że swoje dzieci kocham bardziej niż Boga. Uświadomiłam to sobie po tamtym wydarzeniu. Spróbowaliśmy ustawienia na to przekonanie.

Pomimo, że czuję że kocham swoje dzieci bardziej niż Boga, to jestem w porządku.

Po sekwencji opukiwania poczułam ogromny smutek. Przecież musiałam kogoś kochać, kiedy nie ma koło mnie Boga. Poczułam, że naprawdę jestem oddzielona od Niego, że bardzo kocham moje dzieci, które są tak naprawdę tylko substytutem miłości do Boga.

Zrobiliśmy ustawienie:

Pomimo, że czuję smutek i pustkę, bo się oddzieliłam od Boga, to całkowicie kocham
i akceptuję siebie, i wiem że Bóg nadal mnie kocha.

Przypominacz: Smutek i pustka po oddzieleniu się.

Po tym ustawieniu wyszło mi silne przekonanie, że przy każdym wcieleniu oddzielam się od Boga, że wcielając się w ciało, oddzielam się od Niego. Będąc poza ciałem jestem zintegrowana z Nim, ale kiedy się wcielam, to tak, jakbym od Niego odchodziła i już go nie czuję wtedy.

Pomimo, że czuję że oddzielam się od Boga, kiedy wchodzę w ciało, to...

Teraz czuję dopiero, jak silnie nie chcę być w ciele. Jak bardzo pragnę odejść z ciała. Czuję zmęczenie tym ciągłym wcielaniem się. Czuję kompletną niemoc, rezygnację, że znowu tu jestem i znowu w tym ciele. Miewałam takie uczucie wiele razy, zwłaszcza po przebudzeniu "znowu tu jestem"- to brzmi jak klątwa. Czuję się fatalnie, kiedy znowu muszę wchodzić w ciało. Niestety taka negacja ciała i życia jest typowa dla Upadłych Aniołów i bardzo ciężko z nią żyć, kiedy uczucie ma nieuświadomione źródło.

Ustawienie na ten stan brzmiało tak:

Pomimo, że czuję niemoc i przegraną, kiedy ponownie jestem w ciele,
to głęboko i całkowicie akceptuję siebie i swoje ciało.

No i powychodziły wzorce i przekonania, że życie jest ciężkie, że spotykają nas tu trudy życia, ale czuję, że to nie są moje przekonania.

Pomimo, że czuję że życie jest ciężkie, kiedy jestem w ciele,
to głęboko i całkowicie akceptuję siebie i swoje ciało.

Teraz doznaję wglądu. Widzę siebie obserwującą z góry życie toczące się na Ziemi. Widzę ludzi pracujących na roli. Jest mi smutno, gdy widzę ich cierpienie i smutek. Czuję, że jak się wcielę, to też tak będę żyła, bez świadomości boskości, bez świadomości tego, kim jestem, skąd tu przybyłam i co jest dalej.

Pomimo, że czuję że moje życie w ciele też będzie musiało być tak samo ciężkie
jak życie ludzi na ziemi, to...

Przypominacz: Ciężkie życie w ciele.

Podczas opukiwania schodziły silne energie z pleców i łopatek. To tak, jakby schodziły mi te "trudy życia". Niesamowite natomiast było uczucie przy opukiwaniu punktu w okolicy czubka głowy (GRT20). Czułam bardzo przyjemną integrację z Bogiem. Było to dla mnie bardzo zaskakujące doświadczenie. Okazuje się, że ten punkt jest bardzo dobry przy opukiwaniu właśnie tematów związanych z Bogiem.
Prowadzący sesję zaproponował mi przejrzenie jeszcze raz filmu "Życie ludzi na Ziemi" (technika EFT) i zauważyłam, że uczucie smutku odeszło, pozostało jednak wrażenie, że ludzie tutaj żyją bez świadomości duchowej i pojawił się we mnie lęk, że pewnie i ja tak będę musiała żyć i że zapomnę o swoim pochodzeniu.

Pomimo, że czuję lęk, że będę musiała zapomnieć o swoim pochodzeniu i boskości
w sobie żyjąc w ciele, to...

Przypominacz: Życie w ciele bez boskości.

Poczułam silną tęsknotę za Bogiem. Odkryłam, że wpadłam w koło reinkarnacyjne i nie mogę się z niego wydostać.

Pomimo, że czuję silną tęsknotę za Bogiem, kiedy jestem w ciele i niemożność wydostania się z koła reinkarnacji, to głęboko i całkowicie kocham i akceptuję siebie,
i to że żyję w ciele.

Zaczynam odczuwać złość, bo ktoś mnie wrobił w życie na ziemi.

Pomimo, że czuję złość na kogoś, kto mnie wrobił w życie na ziemi,
to całkowicie akceptuję to, że mam ciało.

Teraz pojawił się silny bunt. Jak mogę zaakceptować swoje ciało, jeśli to nie jest moje ciało? Widzę swoje pierwsze zejście w ciało. Kompletnie nie wiem co mam robić, jak się zachować. Coś mi mówi, że ta kobieta przede mną to moja matka. W ogóle tego nie rozumiem. Nie potrafię nic poczuć do tej kobiety. Następuje całkowite pomieszanie. Nic już nie wiem - "O co tutaj chodzi?"

Robimy następne ustawienie:

Pomimo, że czuję że moje ciało nie jest moje i kompletnie nie wiem o co tu chodzi
na ziemi, to całkowicie akceptuję to, że mam ciało i kocham je.

Przyminacze naprzemiennie:
Moje ciało nie jest moje. / nie wiem o co tu chodzi na ziemi.

Tutaj zaczyna się dziać coś, co kompletnie zaczyna mnie przerastać. Mówiąc to ustawienie zaczynam mieć mdłości, czuję jak wszystko podchodzi mi do gardła. Nie mogę wymówić tego ustawienia do końca. Po 10 powtórzeniach mdłości zeszły i mogłam normalnie wykonać sekwencję opukiwania.
Po opukaniu zaczęłam sobie myśleć, że skoro już jestem tu na ziemi, to dobrze by było przejawiać swoją anielskość, ale powstrzymują mnie przed tym ludzie - ziemianie :) Ludzie nie widzą, nie czują i nie doceniają tego, nie mają kompletnie pojęcia, o co chodzi w "niebie". Ja natomiast nie mam kompletnie pojęcia, o co chodzi na ziemi.

Pytanie: A po co Ci to zrozumienie i akceptacja ludzi?

To dobre pytanie... Jestem zła na ludzi za to, że niczego nie rozumieją. Co gorsza, jestem wściekła, bo wiem, że jest tutaj wiele aniołów, które nie przejawiają już swojej anielskości i trzeba im przypominać kim są, typowa misyjna białoanielskość:) No ludzie to jeszcze rozumiem, ale anioły... Wielkie Nieba!!

Zaczynam kaszleć i chyba wykasływać to czego im nie powiedziałam, a chciałabym powiedzieć.
Zaczynamy kolejne Ustawienie na złość na ludzi:

Pomimo, że czuję złość, że ludzie totalnie mnie nie rozumieją i nie widzą
mojej anielskości, to całkowicie akceptuję siebie i swoje pochodzenie.

Tak. Teraz mi lepiej. Czuję w sobie to dawno zapomniane uczucie. Wiem kim jestem i kocham to... ale te anioły to już naprawdę przesadziły. Trzeba im uświadomić to, co ja już wiem bez względu na cenę :)

Pomimo, że czuję złość na inne anioły na ziemi, że zapomniały o swoim pochodzeniu,
to jestem w porządku wobec Boga, aniołów i siebie.

W filmie "Upadłe Anioły" widzę te wszystkie anioły, które upadły. Widzę ich piękne białe i błękitne skrzydła postrzępione i ubrudzone. Oni tego nie dostrzegają, ale ja zaczynam powoli akceptować ich upadek i to, że tak musi być i że jest to ich ścieżka.

Robimy rundę pozytywną opukiwania:

- Akceptuję to, że mam ciało.
- Kocham moje ciało.
- Mogę przejawiać swoją anielskość w ciele.

Mimo, iż nie do końca podświadomość zrozumiała i zaakceptowała związek ciała i anielskości, co gorsza podejrzewam, że prędzej podświadomość w to uwierzyła niż moja świadomość, to w trakcie opukiwania sekwencji pozytywów zaczęłam czuć się coraz lepiej z tym faktem. Moje ciało nagle doznało niebiańsko-anielskich wibracji. Niezwykłe było to, że można było doświadczyć tego w ciele, a nie dopiero po śmierci, jak do tej pory wierzyłam. Idąc ulicą miałam wrażenie, że moje ruchy są lekkie, płynne. To było bardzo przyjemne odczucie. I chociaż była to moja chyba najcięższa sesja EFT, to rezultaty jej były ogromne.

Około dwie godziny po sesji, zaczęły mi doskwierać bóle kości, jak przy grypie. Za godzinę stan się nasilił, zaczęłam odczuwać ból w okolicach płuc i w górnej części klatki piersiowej. Po jakimś czasie dołączył się kaszel. Schodziło dalej ze mnie całe to zabrudzenie niskimi wibracjami. Schodziły też energie pobrane od ludzi, którzy przecież lepiej (według mnie) wiedzieli jak tutaj jest. A ja w swojej zachłanności na tą wiedzę wzięłam ją bezkrytycznie, wraz z całym ładunkiem energetycznym bardzo niskiej jakości. Kładąc się spać miałam gorączkę, a ciało już 12 godzin uwalniało się od poruszonych w sesji obciążeń. Rano wszystko wróciło do normy.

Tego dnia weszłam w stan medytacji i zobaczyłam siebie. Pierwszy raz poczułam wdzięczność za to, że żyję w ciele. Całowałam swoje ręce, dziękując sobie i Bogu za to życie. Doszłam do wniosku, że na ziemi można doświadczać tylu fantastycznych uczuć, przeżyć. Zdałam sobie sprawę, że to ciało właśnie daje nieskończone i niewyczerpane możliwości. Jako dusza po prostu jestem, a jako postać cielesna, mogę stwarzać tyle niezwykłych rzeczy, sytuacji. Doznania w ciele są nieporównywalne z tymi bezcielesnymi. Nie są lepsze, ani gorsze - są inne. Tylko trzeba nauczyć się siebie przejawiać, poprzez poddanie umysłu i ciała Bogu.

Pozdrawiam wszystkie Aniołki i życzę owocnych odkryć na drodze rozwoju duchowego.


Sesję prowadził Marek Białach



wersja do druku do góry

 

Projekt i wykonanie strony: Darek Rusin